4. Dalsze dzieje Zawady

Akt wiary i uwielbienia Pana Jezusa

Panie Jezu, Chlebie żywy, który zstąpiłeś z nieba, aby dać życie ludziom – i to życie w obfitości (zob. J 10,10) – wyznajemy naszą wiarę, że jesteś obecny pośród nas i że tylko Ty możesz napełnić nasze serca prawdziwym szczęściem. Ty jesteś źródłem życia, Ty jesteś źródłem wszelkiej łaski, Ty jesteś źródłem błogosławieństwa. Uwielbiamy Cię za wielkie dary Twej miłości, jaką okazujesz nam, grzesznym i słabym ludziom. Przez ręce Twej Matki powierzamy się Tobie, bo świadomi jesteśmy, że bez Ciebie nic uczynić nie możemy. Wraz z Nią chcemy Cię prosić, abyśmy nigdy nie odłączyli się od Ciebie. Maryja jest dla nas wzorem całkowitego zjednoczenia się z Tobą. Wraz z Nią prosimy Cię: wspomagaj nas, abyśmy – na wzór naszej Matki – nieustannie trwali w komunii z Tobą, której pełnię obyśmy osiągnęli w niebie.

 

Rozważanie

Po bezpotomnej śmierci Kazimierza, ostatniego z Ligęzów władających Zawadą, losy wsi związane były z kolejnymi rodami, którym w udziale przypadała ta maryjna miejscowość. I tak na przełomie XVII i XVIII wieku Zawada stała się własnością rodziny Walewskich. Jednak bardzo szybko, bo już w roku 1704, przeszła na własność Jana Przebendowskiego, podskarbiego koronnego. Jego córka Dorota, wychodząc za mąż za Jana Mikołaja Radziwiłła, wniosła Zawadę jako wiano swemu mężowi. W ten sposób majętność przeszła na własność Radziwiłłów. W tym czasie, to jest 31 lipca 1791 roku, biskup tarnowski Florian Janowski erygował parafię w Zawadzie, wydzielając ją z parafii Lubzina. Nowo powstała wspólnota obejmowała cztery wioski: Zawadę, Stobierną, Stasiówkę i Nagawczynę. Pierwszym jej proboszczem został ksiądz Wojciech Kaśluga. Parafia należała do nowo utworzonej w 1783 roku diecezji tarnowskiej. Kilka lat później – w wyniku zniesienia tejże diecezji – została włączona do diecezji przemyskiej, a od roku 1822 ponownie włączono ją do erygowanej na nowo diecezji tarnowskiej, w której granicach pozostaje do czasów współczesnych.

Po utracie niepodległości na skutek rozbiorów Zawada – wraz z całą Galicją – znalazła się w zaborze austriackim. Tak jak cały Kościół w państwie Habsburgów, również i zawadzka parafia doświadczyła przykrych skutków reform polityczno-kościelnych przeprowadzonych przez cesarzową Marię Teresę oraz cesarza Józefa II. Reformy józefińskie przyczyniły się do ograbienia parafii, w tym do skonfiskowania na rzecz cesarstwa srebrnych sukienek, które zdobiły obraz Matki Bożej Zawadzkiej, oraz cennych naczyń liturgicznych i licznych wotów, które wdzięczni za o trzymane łaski pielgrzymi składali w darze Matce Najświętszej.

W roku 1816 córka Józefa Mikołaja Radziwiłła, ostatniego z rodu właścicieli Zawady, poślubiła Atanazego Raczyńskiego herbu Nałęcz. W ten sposób wieś wraz z sąsiednimi dobrami stała się własnością Raczyńskich. Po ich otrzymaniu nowy włodarz rozpoczął restaurację tutejszego zamku, przeprowadził również remont zawadzkiego kościoła ograbionego przez zaborców. Renowacja rozpoczęła się w 1863 roku. Przebudowano wówczas strop świątyni, odnowiono ołtarze i poprawiono posadzkę. Zostały także naprawione organy i chór. Kościół w takim stanie przetrwał wiele lat, przechodząc tylko drobne remonty.

Na początku XX wieku, dzięki zainteresowaniu się biskupa tarnowskiego Leona Wałęgi zawadzkim sanktuarium oraz dzięki wielkiej życzliwości kanoników Kapituły Katedralnej w Tarnowie, rozpoczęto starania o koronację obrazu Matki Bożej. Aktu tego ostatecznie dokonano 8 września 1920 roku. Sprawie koronacji zawadzkiego wizerunku Maryi wiele wysiłku poświęcił także ówczesny proboszcz Zawady, ksiądz Władysław Kopernicki.

Ostatnim właścicielem Zawady był Edward Bernard Raczyński, który od 1979 do 1986 roku piastował urząd prezydenta Polski na uchodźctwie. Trudnym czasem dla miejscowości były lata drugiej wojny światowej, kiedy to społeczność ucierpiała na skutek przymusowych robót, dostarczania narzucanych przez agresora kontyngentów żywnościowych oraz deportacji do Rzeszy Niemieckiej lub do miejscowego obozu w Pustkowie, gdzie Polacy odbywali karę za niesubordynację wobec okupanta. Niemałe represje spotkały ludność także z powodu działalności partyzanckiej żołnierzy AK w lasach Zawady, Stobiernej i Stasiówki.

Po ustaniu wojennej zawieruchy, mimo niełatwych czasów PRL-u, sanktuarium w Zawadzie tętniło życiem religijnym parafian i licznie przybywających do niego pielgrzymów. Do rozwoju kultu Matki Bożej czczonej w zawadzkim wizerunku przyczyniali się w czasach powojennych kolejni proboszczowie: ksiądz Władysław Kurek, który w roku 1956 poddał obraz Matki Bożej fachowej konserwacji; ksiądz Józef Podolański, w czasie którego proboszczowania miała miejsce uroczystość jubileuszu 50-lecia koronacji cudownego obrazu poprowadzona przez ówczesnego metropolitę krakowskiego kardynała Karola Wojtyłę; ksiądz Władysław Tokarczyk, który rozbudował kościół i zainicjował dróżki różańcowe. Dzieło szerzenia kultu Matki Bożej Zawadzkiej aktualnie kontynuuje ksiądz Józef Książek.

Mimo różnych trudności, czasów próby i doświadczeń, mimo zmieniających się właścicieli Zawady i proboszczów zawadzkiej parafii Maryja zawsze była i jest ze swymi dziećmi, które odczuwają Jej obecność, Jej pomoc i obronę. Ona, jako nasza Matka, jest nieprzerwanie Panią Zawady i zawadzkiego sanktuarium, w którym ciągle oczekuje na swe dzieci.

 

5. Dzieje zawadzkiego kościoła

Akt wiary i uwielbienia Pana Jezusa

Panie Jezu Chryste utajony w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, „przed którym światło pali się dzień i noc”, wyznajemy z wiarą Twoją boską obecność, która przenika każdą świątynię. Ty z pokorą bowiem zamieszkujesz tabernakula naszych kościołów. Ty przychodzisz do nas w sakramentach sprawowanych w naszych świątyniach. Dziękujemy Ci za to, że jesteś z nami, że w każdej świątyni możemy spotkać Ciebie – żywego i prawdziwego. Uwielbiamy Cię wraz z Twoją Matką, która od chwili zwiastowania nieustannie niesie Ciebie światu i przybliża każdemu człowiekowi.

Rozważanie

Pierwsze pewne wzmianki dotyczące istnienia kościoła w Zawadzie pochodzą z archiwów Kapituły Krakowskiej, gdzie odnotowane zostało, że już przed rokiem 1595 postawiono tam mały drewniany kościółek pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Przynależał on administracyjnie do parafii w Lubzinie, a jego budowniczym był Stanisław Ligęza. Świątynia wzniesiona została z myślą o umieszczeniu w niej obrazu Matki Bożej, aby w ten sposób umożliwić przystęp do cudownego wizerunku zarówno wiernym z Zawady, jak również coraz liczniej przybywającym z różnych miejscowości pielgrzymom. Wieść bowiem o łaskami słynącym obrazie docierała wówczas do coraz większej liczby ludzi, którzy pragnęli pielgrzymować przed oblicze Matki Bożej i wypraszać potrzebne łaski.

Ufundowany przez Stanisława Ligęzę kościółek został zlokalizowany na wzgórzu, które od nazwy znajdującego się tam przysiółka określano mianem Bobrek. Potwierdzają to dokumenty z połowy XVII wieku, w których można spotkać następujące stwierdzenia: Ecclesia in Monte dicto Bobrek – czyli „Kościół na górze, zwanej Bobrek”. Dziś wzniesienie, na którym znajduje się zawadzkie sanktuarium, jest nazywane potocznie „zawadzkim wzgórzem”.

W roku 1616 Ligęzowie troskę o kościółek, w którym znajdował się cudowny obraz Matki Bożej, powierzyli najpierw ojcom augustianom. Ci jednak po dziesięciu latach opuścili Zawadę – prawdopodobnie z braku stosownego uposażenia, które zapewniałoby im codzienne bytowanie. W tych okolicznościach Stanisław Ligęza poprosił księży diecezjalnych, aby przejęli opiekę nad zawadzkim kościółkiem. W tym celu dokonał stosownych zapisów, potwierdzonych przez biskupa krakowskiego Marcina Szyszkowskiego, które zapewniały kapłanom właściwe utrzymanie.

Drewniany kościółek jednak nie zaspokajał potrzeb pielgrzymów coraz liczniej przybywających na zawadzkie wzgórze. Dlatego też kolejny z rodu właścicieli Zawady – Achacy Ligęza – kierując się wdzięcznością za cud uzdrowienia syna za przyczyną Matki Bożej, podjął się budowy nowej, murowanej świątyni. Prace, rozpoczęte w 1646 roku, zostały zakończone w roku 1656. Nowo powstały kościół również został dedykowany Najświętszej Maryi Pannie w tajemnicy Jej nawiedzenia i narodzenia. W środku budowli znalazło się pięć ołtarzy, w głównym zaś umieszczono cudowny obraz Matki Bożej Zawadzkiej. Po uposażeniu świątyni biskup tarnowski Florian Janowski dekretem z dnia 31 lipca 1791 roku ustanowił w Zawadzie autonomicznie działającą parafię.

Powstała w XVII wieku świątynia z biegiem lat ulegała zniszczeniu. Pierwszej poważnej renowacji podjął się w roku 1863 Atanazy Raczyński, który wówczas na balustradzie chóru kazał umieścić do dziś istniejący napis, stanowiący streszczenie dziejów miejscowości.

W historii zawadzkiej świątyni momentem grozy był okres pierwszej wojny światowej, kiedy to na terenach wsi toczyły się zacięte walki wojsk rosyjskich i austriackich. Mimo ostrzału prowadzonego ze wszystkich stron budowla – znajdująca się niemalże pośrodku dwóch frontów – nie uległa zniszczeniu. Kościoła nie zdołał uszkodzić także pocisk artyleryjski wystrzelony w jego kierunku, który utkwił w pniu rosnącej w pobliżu niewielkiej akacji i nie eksplodował. Współcześnie drzewo to wraz z zatopionym w nim niewybuchem poddane zostało konserwacji i umieszczone obok schodów prowadzących do sanktuarium jako niemy świadek tamtego wydarzenia, a dla przybywających do Zawady pielgrzymów – jako znak mówiący o przemożnej opiece Matki Bożej nad zawadzką świątynią, a także wszystkimi, którzy do niej przybywają.

 

6. Powojenne dzieje zawadzkiego sanktuarium

Akt wiary i uwielbienia Pana Jezusa

Jezu Chryste, Królu wiecznej chwały zamknięty w małym kawałku eucharystycznego chleba! Bądź uwielbiony za Twoją obecność pośród nas. Ty ciągle nam towarzyszysz w naszej ziemskiej pielgrzymce do domu Ojca, gdzie przygotowałeś nam mieszkań wiele. Nasze spotkania z Tobą, utajonym w Najświętszym Sakramencie, są zadatkiem przyszłego życia w pełni szczęścia. W tym szczęściu uczestniczy już nasza Matka, Maryja, która jako wniebowzięta Królowa stoi po Twej prawicy. Niech Jej orędownictwo, któremu się polecamy w każdym nabożeństwie majowym, wspomaga nas w doczesnej pielgrzymce do nieba. Grzesznikom zaś niech uprasza łaskę nawrócenia.

Rozważanie

Zbudowany w XVII wieku kościół w Zawadzie, który posiadał dość skromną bryłę pozbawioną cech jednolitego stylu architektonicznego, przetrwał w niezmienionym kształcie do końca lat osiemdziesiątych XX wieku, kiedy to na prośbę arcybiskupa Jerzego Ablewicza ówczesny proboszcz, ksiądz Władysław Tokarczyk, wraz z parafianami podjął inicjatywę remontu i rozbudowy sanktuarium. Przeprowadzone wówczas wstępne badania wykazały, że zbudowany ponad trzy wieki wcześniej kościół z kamienia i cegły znajdował się w nie najlepszej kondycji. Na skutek wypłukiwania przez wodę ziemi spod budynku bardzo nadwątlone zostały fundamenty, które zaczęły pękać. To doprowadziło także do pojawienia się pęknięć na ścianach świątyni, zwłaszcza w łukach okien i drzwi.

W roku 1988 – po przeprowadzonych ekspertyzach – zainicjowano wreszcie remont i rozbudowę świątyni. W pierwszej kolejności zabezpieczono fundamenty kościoła, aby zahamować proces pękania ścian. Następnie przystąpiono do jego rozbudowy, postanawiając wzbogacić jego bryłę o okazałą wieżę. Kiedy rozpoczęto prace przy wykopach pod podstawę nowej części budynku, w odległości siedmiu metrów na zachód od zasadniczej części świątyni natrafiono na przykryte warstwą ziemi stare fundamenty. Odkrycie to potwierdziło hipotezę, że w pierwotnym zamyśle Stanisława Ligęzy, który podjął się budowy kościoła w XVII wieku, świątynia miała mieć bardziej okazałe rozmiary. Z niewyjaśnionych przyczyn – prawdopodobnie z braku funduszy – podjęte wówczas prace musiały zostać przerwane. Takie przekonanie towarzyszy z pewnością wszystkim, którzy pamiętają zawadzki kościół sprzed rozbudowy albo też mają możliwość oglądania zdjęć archiwalnych. Przyglądając się kształtowi budynku, można odnieść wrażenie, że budowla ta albo została nieproporcjonalnie zaprojektowana – gdyż w stosunku do swej szerokości była za krótka – albo też nie została ukończona.

Rozbudowa świątyni trwała około dziesięciu lat. W jej trakcie przedłużono nawę główną. Nad nowo powstałą częścią budynku została zaaranżowana przestrzeń, w której znalazł się ołtarz polowy służący do sprawowania uroczystych liturgii, kiedy to licznie przybywający pielgrzymi gromadzą się na placu sanktuaryjnym przed kościołem i wokół niego. Nad ołtarzem tym na kilku solidnych kolumnach została wzniesiona wieża o wysokości pięćdziesięciu ośmiu metrów. Dla pielgrzymów przybywających do Zawady od strony północno-wschodniej widoczna jest ona już z odległości kilku kilometrów.

W ramach podjętych przez księdza Władysława Tokarczyka remontów przeprowadzono ponadto rozbudowę organów w starej części kościoła. Odnowiono ołtarze, w których ornamentyce na przestrzeni wieków powstało bardzo wiele ubytków. Renowacji został poddany także pochodzący z początku XX wieku klawikord, wygrywający melodię podczas odsłaniania cudownego obrazu. Bardzo wielkim przedsięwzięciem okazało się malowanie wnętrza kościoła. Dzieła tego podjął się ukraiński artysta Jurij Bodnar, którego malowidła można podziwiać zarówno w starej, jak i w nowej części kościoła.

Działalność księdza Władysława Tokarczyka na rzecz zawadzkiego sanktuarium nie ograniczyła się tylko do remontu i rozbudowy świątyni. W międzyczasie ksiądz Władysław zajął się także otoczeniem sanktuarium. Powstały wówczas dróżki różańcowe, czyli przecinające zawadzkie wzgórze szlaki, na których wzniesione zostały kapliczki poświęcone poszczególnym tajemnicom różańcowym. Dróżki te nie tylko pomagają pielgrzymom w rozważaniu tajemnic z życia Jezusa i Matki Najświętszej podczas indywidualnej modlitwy na różańcu, ale także służą do odprawiania nabożeństwa różańcowego w każdą pierwszą sobotę miesiąca.

Odnowione i rozbudowane sanktuarium zawadzkie tętni życiem religijnym na co dzień. W jego przestrzeni czuć zarówno powiew historii, jak i świeżość pobożności współczesnych czcicieli Matki Bożej, którzy niewątpliwie czerpią ze skarbca tradycji minionych pokoleń. Z tej to racji biskup tarnowski Wiktor Skworc dekretem z dnia 2 lutego 2003 roku potwierdził, że rzeczywiście zawadzka świątynia jest sanktuarium, w którym miłosierny Jezus dokonuje cudów swej miłości za przyczyną swojej Matki, Maryi. W tym sanktuarium jak w rodzinnym domu Ona, jako nasza Matka, oczekuje nas – swoich duchowych dzieci.

 

7. Pochodzenie obrazu Matki Bożej Zawadzkiej

Akt wiary i uwielbienia Pana Jezusa

Panie Jezu Chryste, którego nie mogą objąć niebo ani ziemia, Ty pozostałeś z nami w Najświętszym Sakramencie. Z głęboką wiarą upadamy na kolana i wyznajemy, że jesteś pośród nas prawdziwie obecny. Uwielbiamy Cię za Twoją dobroć. A jesteś dla nas dobry jak chleb, który dla wszystkich leży na stole eucharystycznym i którym każdy może się karmić, jeśli jest głodny (zob. św. Brat Albert). Dziękujemy Ci również za Twoją Matkę. Ona ciągle prowadzi nas ku Tobie, jak to przedstawia wiele Jej obrazów, na których dłonią wskazuje na Ciebie, przypominając, że w Tobie jest źródło łaski. Za Jej przyczyną prosimy Cię, abyśmy zawsze mogli karmić się chlebem eucharystycznym i nigdy nie odłączyli się od Ciebie.

Rozważanie

Najcenniejszym – obok Jezusa Eucharystycznego – skarbem, jaki znajduje się w zawadzkim sanktuarium, jest łaskami słynący obraz Matki Bożej. Jak powszechnie uważają historycy sztuki, obraz ten został namalowany na wzór rzymskiego wizerunku Matki Bożej Śnieżnej, który od XIX wieku zyskał tytuł Salus Populi Romani – „Ocalenia Ludu Rzymskiego” – gdyż przed nim za przyczyną Maryi lud Rzymu skutecznie upraszał dla siebie ratunek w różnych niebezpieczeństwach.

Ustalenie czasu powstania zawadzkiego obrazu do dziś rodzi wiele trudności dla zajmujących się tą tematyką. Punktem wyjścia w omawianej kwestii jest odniesienie się do prototypu, czyli do wizerunku Matki Bożej Śnieżnej z Rzymu. Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę fakt, że przez wiele wieków utrzymywał się ścisły zakaz kopiowania tego obrazu. Zmieniło się to wówczas, kiedy jezuici w XVI wieku zaczęli z wielką gorliwością rozpowszechniać kult Matki Bożej Śnieżnej. Po Soborze Trydenckim w 1566 roku papież Pius V przychylił się do prośby św. Karola Boromeusza i zezwolił generałowi zakonu jezuitów św. Franciszkowi Borgiaszowi na wykonanie kilku kopii obrazu i umieszczanie ich w nowo zakładanych domach zakonnych. Podobno powstało w tym czasie pięć takich kopii, które wraz z jezuitami powędrowały w świat. Jedna z nich została ofiarowana do krakowskiego kościoła ojców dominikanów. Kolejna kopia w 1584 roku trafiła do Jarosławia. To właśnie na ich podstawie powstawały dalsze kopie obrazu Matki Bożej Śnieżnej.

Wielkim czcicielem Maryi w tym wizerunku był biskup krakowski Bernard Maciejowski, pod patronatem którego w latach 1597-1630 namalowano znaczną ilość kopii rzymskiego obrazu. Być może to właśnie w tym czasie powstał także wizerunek Matki Bożej Zawadzkiej.

Pierwsza potwierdzona wzmianka o obecności obrazu Matki Bożej w Zawadzie znajduje się w archiwalnych zapiskach Kapituły Krakowskiej z roku 1610. Wówczas to prepozyt i oficjał pilźnieński Wawrzyniec Grutiusz, wizytując parafię w Lubzinie z ramienia biskupa krakowskiego Piotra Tylickiego, zanotował, że do ubogiej kaplicy zawadzkiej przybywały z dalekich stron rzesze pielgrzymów, otaczając w skupieniu i z modlitwą na ustach obraz Bogarodzicy.

Trudno określić, kiedy do Zawady przybył ów wizerunek Matki Bożej. Z całą pewnością można przyjąć, że zanim stał się przedmiotem powszechnego kultu, co nastąpiło przed rokiem 1610, stanowił on prywatną własność rodu Ligęzów i znajdował się w ich kaplicy zamkowej, co znacznie utrudniało wiernym dostęp do niego. Na podstawie zachowanych dokumentów nie można jednak stwierdzić, kiedy dokładnie obraz zawadzki trafił w ręce Ligęzów. Istnieją dwie hipotezy na ten temat. Jedna z nich mówi, że wizerunek pod koniec XVI wieku przywiózł z Włoch najprawdopodobniej sam Stanisław Ligęza. Druga natomiast utrzymuje, iż obraz został namalowany przez jakiegoś polskiego malarza, o którym z powodu braku zachowanych świadectw nic pewnego nie możemy powiedzieć.

Nowe światło na kwestię pochodzenia zawadzkiego obrazu rzucają wyniki badań, jakie przeprowadził ksiądz Władysław Smoleń, który w roku 1956 podjął się konserwacji cudownego wizerunku. Ustalono wówczas, że: „obraz – malowany na desce lipowej ze złotym grawerowanym tłem – pochodzi prawdopodobnie z XV wieku, a raczej obecny wizerunek Matki Bożej. Nie jest wykluczone, że pod obecnym malowidłem znajduje się dużo starsze przedstawienie Matki Boskiej”. Tego, kto i kiedy dokonał przemalowania obrazu z Zawady, nie można jednoznacznie stwierdzić. Wiadomo, że wcześniejsza konserwacja zawadzkiego obrazu została przeprowadzona przed jego koronacją w roku 1904. W ramach podjętych prac – jak potwierdzają źródła historyczne – nie zostały wówczas zmienione w najmniejszych szczegółach ani rysy, ani też układ postaci na obrazie. Pewną wskazówką do wysnucia hipotezy na temat przemalowania wizerunku jest sam jego wygląd oraz fakt obecności w Zawadzie sprowadzonych do opieki nad nim księży augustianów. Mogło to bowiem nastąpić w tym właśnie czasie, a przemalowania dokonać mogli sami augustianie lub też jeden z malarzy na ich zlecenie.

Jak widać z przedstawionych informacji, trudno określić jednoznacznie, kiedy obraz Matki Bożej pojawił się w Zawadzie. Choć dla naukowców ustalenie poszczególnych faktów w tej kwestii jest niezwykle ważne, dla nas – czcicieli Matki Bożej – najważniejsze pozostaje to, że jest Ona stale obecna pośród nas i że zawsze możemy u Niej szukać opieki i wsparcia.

 

8. Dzieje zawadzkiego obrazu

Akt wiary i uwielbienia Pana Jezusa

Panie Jezu Chryste, z wiarą upadamy na kolana przed Twoim boskim majestatem ukrytym w świętej Hostii i wraz z apostołem Tomaszem pragniemy wyznawać: „Pan mój i Bóg mój” (J 20,28). Bądź uwielbiony, nasz Boski Zbawicielu, który zechciałeś pozostać z nami tutaj, na ziemi, „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Wraz z Tobą na naszych życiowych drogach jest ciągle obecna Twoja Matka, którą nam dałeś, aby troszczyła się o nas jak o swoje dzieci. Bądź uwielbiony zatem, Panie Jezu, również za Twoją Matkę, bo dzięki Niej „nie jesteśmy sierotami” (zob. J 14,18). Wraz z Nią i przez Nią w śpiewanej litanii pragniemy uwielbiać Cię, Panie, i dziękować za wielkie dary Twojej dobroci i miłości.

Rozważanie

Jak zostało powiedziane w poprzednich rozważaniach, na podstawie zachowanych dokumentów nie da się dziś w sposób całkowicie pewny stwierdzić, skąd pochodzi obraz Matki Bożej Zawadzkiej, kto go namalował i kto dokonał jego przemalowania. Nie sposób ustalić też tego, jak znalazł się w posiadaniu rodu Ligęzów.

Pewne jest za to, że pierwszymi czcicielami Matki Bożej w Jej zawadzkim obrazie byli Ligęzowie oraz służba posługująca w ich posiadłości. Modlili się oni przed tym wizerunkiem i polecali swoje intencje Bogu przez wstawiennictwo Maryi. Trudno mówić o rozwijaniu się kultu, kiedy obraz znajdował się w prywatnej kaplicy zamkowej, która nie była objęta stałą opieką duszpasterską, a kapłani pojawiali się w niej zapewne tylko na zaproszenie Ligęzów. Trudno też stwierdzić, czy za przyczyną Matki Bożej doznali jakiejś szczególnej łaski, ponieważ nic takiego nie zostało udokumentowane. Sami Ligęzowie jednak – jak podają historycy – wierzyli, iż za przyczyną tego obrazu odnosili zwycięstwa w prowadzonych walkach. Natomiast pierwsza potwierdzona łaska dotyczyła uzdrowienia w 1648 roku Kazimierza Ligęzy – półtorarocznego syna Achacego, budowniczego zawadzkiego kościoła – ale było to w czasie, kiedy Maryja w swoim obrazie odbierała już publiczną cześć. Zapewne wieść o tym cudzie przyspieszyła rozszerzanie się kultu Zawadzkiej Pani.

Za początek publicznego kultu należy uznać moment przeniesienia obrazu z kaplicy zamkowej do wybudowanej przed rokiem 1595 drewnianej kaplicy na wzgórzu Bobrek, co miało umożliwić wiernym z Zawady i pielgrzymom modlitwę przed nim. Jak już zostało wcześniej powiedziane, wizytacja z 1610 roku potwierdza kult oddawany Matce Bożej z Zawady przez licznie przybywających do tamtejszego kościółka pielgrzymów. Z pewnością stała obecność duszpasterzy – najpierw zakonnych, a następnie diecezjalnych – przyczyniała się do ustawicznego rozwoju tegoż kultu.

W rozwoju kultu niewątpliwie dużą rolę odgrywały roznoszące się wieści na temat cudów i łask doznanych za pośrednictwem Maryi, a uproszonych właśnie przed Jej cudownym obliczem w Zawadzie. Achacy Ligęza, wdzięczny za uzdrowienie syna ze śmiertelnej choroby, podjął inicjatywę budowy murowanej świątyni, aby umieszczony tam w wielkim ołtarzu obraz stał się bardziej dostępny dla przybywających pielgrzymów. Dotychczasowy drewniany kościółek był zbyt ciasny, aby mógł sprostać oczekiwaniom wiernych. Ponadto – jak podaje tradycja – był on otwierany jedynie na niedzielę i święta. Stąd też wierni odczuwali zapewne niedosyt fizycznego i wzrokowego kontaktu z obrazem Maryi. Potwierdza to miejscowa legenda, zgodnie z którą ludzie mieli tak wielkie pragnienie zobaczenia cudownego obrazu, że za pomocą ostrych narzędzi wiercili w drzwiach otwory, by dzięki temu móc tylko spojrzeć w oblicze Zawadzkiej Pani.

Coraz dynamiczniej rozwijający się kult Matki Bożej Zawadzkiej oraz doznawane za Jej przyczyną łaski obudziły potrzebę nie tylko wybudowania bardziej okazałego kościoła, w którym Jej obraz mógłby być przechowywany, ale także potwierdzenia przez kompetentną władzę kościelną, że wizerunek rzeczywiście słynie z łask, jakie otrzymują modlący się przed nim wierni. W tym celu biskup krakowski Piotr Gembicki w połowie XVII wieku powołał komisję dla przeprowadzenia stosownych badań kanonicznych. Owocem tego dochodzenia było wydanie przez wspomnianego biskupa 18 września 1654 roku dekretu, w którym uznano obraz Matki Bożej w Zawadzie za łaskami słynący. Po tym oficjalnym stwierdzeniu cudowności wizerunku nałożono na niego srebrne sukienki i ofiarowano trzydzieści wotów, które miały wyrazić wdzięczność Matce Bożej nie tylko za otrzymane łaski, ale także za to, że sanktuarium zawadzkie zyskało aprobatę władzy duchowej Kościoła.

Rozwijający się kult Matki Bożej Zawadzkiej oraz doznawane za Jej wstawiennictwem łaski sprawiły, że wieść o działaniu Boga przez Matkę Najświętszą docierała do coraz większej liczby ludzi, którzy szukali wsparcia i pomocy u Bożej Matki. Mimo upływu wieków Maryja, nasza Matka, oczekuje na nas w zawadzkim sanktuarium, aby wspomagać nas nieustannie i prowadzić do swego Syna.

 

9. Zawadzki obraz – palladium szlacheckie –
jako nadzieja powodzenia rodu

Akt wiary i uwielbienia Pana Jezusa

Panie Jezu, trwamy na modlitwie przed Tobą, obecnym w Najświętszym Sakramencie, wraz z Twoją Matką Maryją. Ona jest błogosławioną, bo uwierzyła (zob. Łk 1,45). Przez Jej wstawiennictwo słowami apostołów prosimy Cię: „Przymnóż nam wiary!” (Łk 17,5). Przymnóż nam wiary w Twoją Boską obecność pośród nas; przymnóż nam wiary w Twoją Boską moc, dzięki której możemy walczyć z mocami ciemności w naszym życiu; przymnóż nam wiary, aby modlitwa, jaką zanosimy do Ciebie za przyczyną Twojej Matki, była skuteczna; przymnóż nam wiary, abyśmy i my mogli zyskać miano błogosławionych jak Twoja Matka.

Rozważanie

Najstarsze dzieje obrazu Matki Bożej Zawadzkiej nikną w mrokach tajemnicy. Wiadomo jedynie, że wizerunek, zanim stał się obiektem żywego kultu parafian i mieszkańców okolicy, a z czasem liczniejszych pielgrzymów, stanowił prywatną własność senatorskiej rodziny Ligęzów, która od XIV do XVII wieku przeżywała szczyt swej świetności, a jej liczni reprezentanci piastowali wysokie funkcje państwowe i eksponowane urzędy kościelne. Wizerunek maryjny opuszczał ołtarz zamkowej kaplicy, gdy któryś z panów wyruszał na wojnę, aby wypełnić obowiązek obrony kraju. Nierozumiany dziś zwyczaj nie należał do odosobnionych i wyjątkowych, gdyż wpisywał się on w obyczajowość rycersko-szlachecką, której geneza sięga tradycji cesarstwa bizantyńskiego. Stąd też pośród przejawów kultu maryjnego ważne miejsce zajmowało angażowanie wizerunków Matki Boskiej w cele militarne – do obrony i gwarantowania bezpieczeństwa. Od około 600 roku znane są relacje o zabieraniu przez cesarza ikony Matki Bożej na wyprawy wojenne jako „hetmanki”, „dawczyni zwycięstw” i „opiekunki całej armii”. Utrwalił się także z biegiem czasu zwyczaj umieszczania wizerunków maryjnych w miejscach strategicznych, obwarowaniach lub na bramach miejskich. Najlepszym przykładem tej praktyki jest obraz Matki Boskiej Miłosierdzia w wileńskiej Ostrej Bramie czy Matki Boskiej Piaskowej w bramie Floriańskiej w Krakowie. Ikony i obrazy chroniące swych poddanych otrzymywały imiona, które mogły wyrażać ich nową funkcję, takie jak: „Matka Boża Zwycięska”, „Niezwyciężona”, „Dawczyni zwycięstw” czy „Łaskawa”.

Królowie i hetmani kultywowali zwyczaj zabierania na pola bitewne łaskami słynących wizerunków. Przed nimi modlono się o zwycięstwo podczas nabożeństw polowych. Powracające z wojny rycerstwo odwiedzało sanktuaria, aby przed świętymi obrazami złożyć pokłon i pozostawić dziękczynne wota. Od średniowiecza przyjął się u nas zwyczaj dekorowania zbroi i mundurów ryngrafem z wizerunkiem Matki Bożej, najczęściej Jasnogórskiej.

W podobny sposób z pewnością – jako swą prywatną własność – traktowała obraz zawadzki rodzina Ligęzów. Cudowny wizerunek miał strzec zamku, rodowego gniazda, a gdy zaszła taka potrzeba – wspierać rycerstwo w walce na polu bitwy. W notatkach Żegoty Paulego z XIX wieku, jednego z pierwszych polskich etnografów, pojawia się w tym kontekście dość ciekawa wzmianka: „Za przyczyną tego obrazu otrzymał Ligęza, kasztelan czechowski, zwycięstwo nad Węgrami”. Autor ten nie podał wprawdzie źródła, z którego zaczerpnął ową informację, niemniej jednak jest to świadectwo przemawiające za tym, że cudowny obraz był traktowany przez Ligęzów jako własne palladium, które w chwilach decydujących stawało się jedyną nadzieją na osiągnięcie zwycięstwa. Nawiązanie do tego motywu pojawia się w pismach ojca Wacława Nowakowskiego z Sulgostowa, XIX-wiecznego bibliotekarza, który podał, że „Mikołaj Ligęza, kasztelan czechowski, a później zawichowski […], zwycięstwo swoje nad Tatarami miał zawdzięczać pobożności swej do tego obrazu”.

Pielęgnowana na zawadzkim wzgórzu „militarna” maryjność dała o sobie znać w sposób najbardziej dobitny poprzez żywe przekonanie parafian o pieczy roztaczanej przez Maryję zarówno nad nimi, jak i nad Jej sanktuarium w niełatwych czasach pierwszej wojny światowej. Mimo prowadzonych wówczas na terenach Zawady zaciętych działań militarnych mieszkańcy niewiele ucierpieli. Cudownie ocalony został także sam kościół, gdyż wymierzony w budowlę pocisk artyleryjski nie dosięgnął celu, ale utknął w pniu młodej akacji. Niewybuch – do dziś tkwiący w wyeksponowanym drzewie – pozostaje wymownym znakiem potęgi Maryi oraz Jej doniosłej roli w odwiecznej walce duchowej. Również i dla nas Maryja z Zawadzkiego wzgórza stanowi wspaniałą pomoc i obronę w naszych zmaganiach z rozmaitymi zagrożeniami i atakami złego ducha.